5 kroków do lepszego leczenia zachowawczego - lek. dent. Natalia Rogulska
Czy leczenie zachowawcze bywa dla Ciebie frustrujące i stresujące? Jeśli tak, w najnowszym odcinku podcastu dowiesz się, jak możesz to zmienić.
Naszym gościem jest lek. dent. Natalia Rogulska, która otwarcie opowiada o trudnościach i wyzwaniach, z jakimi sama mierzyła się na początku swojej drogi zawodowej.
Poznasz 5 konkretnych zmian, dzięki którym jej leczenie stało się prostsze, bardziej skuteczne i przewidywalne.
Porozmawiamy o:
- matrycach siodłowych – w jaki sposób upraszczają leczenie trudnych przypadków, gdy standardowa matryca sekcyjna zawodzi
- zdjęciach skrzydłowo-zgryzowych – dlaczego zmieniają wszystko w diagnostyce
- planowaniu leczenia i kompleksowym leczeniu pacjentów – dlaczego warto patrzeć na pacjentów szerzej i w jaki sposób planowanie leczenia zwiększa komfort pracy lekarza
Jakie jeszcze zmiany zupełnie zmieniły sposób pracy Natalii? Tego dowiesz się już słuchając rozmowy.
lek. dent. Natalia Rogulska
Ukończyłam studia na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Odbyłam staże w renomowanych warszawskich klinikach. Byłam też asystentem w Zakładzie Stomatologii Zintegrowanej WUM. Swoją widzę praktyczną zdbyłam od najlepszych specjalistów w Polsce i w Europie. Specjalizuję się w stomatologii zachowawczej, ale interesuję się również stomatologią estetyczna i protetyką. W leczeniu kluczowe jest dla mnie holistyczne spojrzenie na pacjenta i kompleksowe planowanie. Specjalizuję się w leczeniu głębokich ubytków, rekonstrukcji mocno uszkodzonych zębów oraz radzeniu sobie z trudnymi przypadkami, gdzie izolacja stanowi wyzwanie, jak również w kompromisowych rozwiązaniach estetycznych. Jestem autorką wielu publikacji z dziedziny stomatologii zintegrowanej.
Spis treści
- 00:00 - Intro
- 03:09 - Matryce siodłowe – czym są
- 04:27 - Matryce siodłowe – zastosowanie
- 05:34 - Technika „matryca w matrycy”
- 07:19 - Matryce siodłowe – zastosowanie
- 07:53 - Jak zakładać matryce siodłowe
- 09:02 - Jakie matryce wybrać
- 10:32 - Zdjęcia skrzydłowo-zgryzowe
- 11:05 - Zdjęcia skrzydłowo-zgryzowe u każdego pacjenta
- 11:30 - Próchnica ukryta
- 12:00 - Próchnica wtórna
- 12:38 - Prawidłowa diagnostyka
- 13:55 - Poprawne wykonywanie zdjęć skrzydłowo-zgryzowych
- 15:58 - Koferdam – co zmienia w sposobie leczenia
- 18:29 - Jaki koferdam wybrać
- 21:14 - Przecieki koferdamu
- 21:38 - Repozycja klamry
- 22:22 - Koferdam i ortodoncja
- 23:48 - Koferdam i adhezja
- 25:54 - Mikroskop czy lupy?
- 27:16 - Nieszczelne wypełnienia
- 28:57 - Jak zacząć pracować z mikroskopem
- 30:39 - Mikroskop a ból głowy
- 31:46 - Plan leczenia – co daje lekarzowi
- 33:33 - Wizyta konsultacyjna
- 39:48 - Rozmowa z pacjentem
- 44:52 - Planowanie wizyt
- 50:36 - Kurs mentoringowy ze stomatologii zachowawczej
Transkrypcja
WSTĘP – PRZEWIDYWALNA STOMATOLOGIA ZACHOWAWCZA
MAGDA KARPIŃSKA: Witam Was w kolejnym odcinku podcastu Praktycznie o stomatologii. Dziś będziemy rozmawiały o stomatologii zachowawczej, a dokładnie o tym, w jaki sposób możecie uprościć swoją pracę w tym obszarze i przede wszystkim sprawić, że leczenie będzie bardziej przewidywalne. I o swoich takich pięciu klinicznych punktach zwrotnych w karierze opowie moja dzisiejsza gościni lekarka dentystka Natalia Rogulska, która na co dzień zajmuje się między innymi stomatologią estetyczną, protetyką, ale przede wszystkim właśnie stomatologią zachowawczą. Natalia specjalizuje się właśnie w leczeniu takich bardzo, bardzo trudnych przypadków. No i od niedawna swoją wiedzą dzieli się u nas w Dental Day na szkoleniu mentoringowym. Jest to taki nasz nowy projekt i Natalia prowadzi właśnie kurs mentoringowy ze stomatologii zachowawczej. I o tym kursie na pewno jeszcze na końcu powiemy więcej. Ale teraz Natalio, cześć, Witam cię bardzo serdecznie po raz drugi już w naszym podcaście.
NATALIA ROGULSKA: Cześć Magda. Dzień dobry wszystkim. Dziękuję bardzo za ponowne zaproszenie. Bardzo cieszę się, że dzisiaj będę mogła opowiedzieć o kilku takich bardzo ważnych rzeczach, które wydarzyły się, które pomogły mi po prostu pracować lepiej.
MK: Ja zapowiedziałam, że tych takich punktów zwrotnych, takich tematów, o których chcesz dzisiaj opowiedzieć, jest pięć. Więc zacznijmy. Zacznijmy od razu od ich omówienia. Powiedz, co było taką pierwszą zmianą, która sprawiła, że Twoje leczenie stało się lepsze. Co to było?
NR: Pierwsza rzecz to na pewno było to, że dowiedziałam się o istnieniu matryc siodłowych i zaczęłam z nich korzystać w swojej pracy.
MATRYCE SIODŁOWE – CZYM SĄ I KIEDY JE STOSOWAĆ?
MK: Dobrze. To ja od razu zapytam cię, bo zakładam, że część osób słuchających nas wie doskonale, czym te matryce są. Ale wyjaśnijmy osobom, które nie miały jeszcze okazji zapoznać się z nimi. Czym tak naprawdę są te matryce siodłowe?
NR: Na początku powiem, że pewnie większość z nas kiedyś albo ciągle pracuje na takich zwykłych formówkach z nanapinaczem. To jest taka podstawa, powiedzmy w stomatologii i używana też na studiach. Pewnie duża część już zna też matryce sekcyjne, a matryce siodłowe to jest takie, taka trochę kombinacja między jednym a drugim, dlatego, że jest to matryca częściowo sekcyjna, ale używamy do niej napinacza. Oczywiście możemy korzystać z niej też z jakimiś ze standardowymi pierścieniami, natomiast one mają taki dedykowany napinacz, który w bardzo wielu sytuacjach klinicznych trudniejszych pomaga nam odbudować ścianę zęba, choćby miał ubytki klasy drugiej.
MK: To powiedz jeszcze na początek, jak pracowałaś kiedyś, jakie miałaś wtedy problemy i dlaczego te matryce siodłowe wprowadziłaś i co one tak naprawdę zmieniły?
NR: Matryce siodłowe sprawdzają się w trudnych przypadkach, na przykład gdy chcemy leczyć ostatni ząb w łuku, jego ścianę dystalną i tam tak naprawdę nie ma możliwości założenia standardowego pierścienia i matrycy sekcyjnej. Można posiłkować się zwykłymi napinaczami, ale jak chce się używać cofferdamu, no jest to dosyć trudne, kiedy mamy założony też pierścień na ten ząb. Matryce siodłowe pozwalają właśnie leczyć te ostatnie zęby dystalnie. One sprawdzają się też w przypadku, gdy brakuje nam jednej ze ścian, na przykład policzkowej albo językowej podniebiennej przy takich bardzo rozległych po prostu ubytkach, bo są dużo, dużo większe, tak jakby dużo większy zakres możemy nimi objąć, a dzięki napinaczowi to jest bardzo stabilna konstrukcja.
TECHNIKA „MATRYCA W MATRYCY” PRZY UBYTKACH PODDZIĄSŁOWYCH
NR: ...Oni sprawdzają się też w przypadku stosowania techniki matryca w matrycy, gdzie mamy bardzo głębokie ubytki poddziąsłowe, próbujemy robić DM, to wtedy naprawdę bardzo fajnie też można z nich skorzystać.
MK: To doprecyzuj jeszcze, czym jest ta technika w ogóle matryca w matrycy, gdyby ktoś z naszych słuchaczy jeszcze nie wiedział.
NR: To jest taka technika, która właśnie tak jak wspomniałam, sprawdza się w przypadku głębokich ubytków. Na początku zakładamy matrycę siodłową I dodatkowo pomiędzy tą matrycę a ząb wsuwamy jeszcze jedną matrycę. Sekcyjna może być, może być jakiś wycięty brzuszek w zależności od sytuacji i upychamy ją teflonem. Dzięki temu tak jakby robi nam się taka konstrukcja, że jest ząb, matryca, która docelowo szczelnie przylega do zęba, teflon i matryca siodłowa. Normalnie ciężko by było po prostu zwykłą matrycę utrzymać, szczególnie w przypadku jakiejś duże zniszczenie zęba. Tutaj jest tak, że ta matryca siodłowa służy nam za taki szkielet, który pomaga tak jakby odbudować głęboki ubytek.
MK: Czyli podsumowując to, co powiedziałaś wcześniej, te matryce stosujemy w takich trudnych dość sytuacjach. To nie są matryce, których ty używasz u każdego pacjenta.
NR: Ja je bardzo lubię, więc bardzo często po nie sięgam, bo one też mają bardzo fajną funkcję, jeżeli chodzi o odległe od siebie zęby. Kiedy chcemy odbudować punkty styczne, a zęby są od siebie mocno oddalone, matryce siodłowe mają dosyć dużą wypukłość i bardzo łatwo wtedy odbudować po prostu punkt styczny dzięki nim. Więc ja korzystam z nich dosyć często. Powiedziałabym, że to są takie jedne z podstawowych matryc. Natomiast jeżeli chodzi o takie ekstremalne sytuacje, to jest po prostu game changer.
MK: Okej, to jak pracowałaś wcześniej? Jakie wtedy miałaś problemy? Jak jeszcze nie znałaś tych matryc? Jak sobie wtedy radziłaś?
NR: Jedną z takich rzeczy to było to, że nie byłam w stanie leczyć koferdamami i leczyć ściany dystalne siódemek na przykład, gdy nie było ósemek, tak? No bo nie byłam fizycznie w stanie tego zrobić. Wtedy musiałaby się posiłkować brakiem koferdamu albo zwykłą, po prostu wtedy zwykłym napinaczem. Co jeszcze? Myślę, że właśnie te odbudowy dosyć odległych od siebie zębów i szerokich punktów stycznych, tak jakby tych szerokich przestrzeni pomiędzy zębami, no to też czasami zdarzało się, że nie byłam w stanie tego po prostu odbudować i zostawała przestrzeń.
PRAKTYCZNE ZASADY ZAKŁADANIA I WYBORU MATRYC SIODŁOWYCH
MK: Powiedz, czy masz jakiś swój specjalny taki protokół zakładania tej matrycy?
NR: To jest dosyć, że tak powiem, proste, bo tak jakby zakłada się to w taki sposób, że matryce siodłowe na końcu mają takie dwa kółeczka, w nie wprowadzamy napinacz i taką konstrukcję zakładamy po prostu na ząb. Medialnie lub dystalnie, w zależności od tego, gdzie mamy ubytek. Potem po prostu już dopychamy sobie decydującowo, żeby było wszystko okej klinem. Może to być klin też z teflonem albo w ogóle Teflon Floss. Ja stosuję te o grubości zero przecinek zero Pięć. One są dosyć twarde i grubsze i nie ma problemu, że one się jakoś wyginają pod wpływem tego klina bądź teflonu, więc naprawdę fajnie to wszystko przylega tam, gdzie, gdzie powinno. Zdarza się też w wyjątkowych sytuacjach, jak ciężko jest założyć ten napinacz albo potrzebuję jakiegoś innego troszkę kątu niż ten napinacz zapewnia, że zakładam po prostu standardowe pierścienie typu Garrison Palodent.
MK: To powiedz tak z praktycznego punktu widzenia, czy jest coś, o czym warto jeszcze pamiętać stosując te matryce?
NR: Tak jak wspomniałam, ja akurat jestem fanką tych grubszych, więc to zależy oczywiście od tak jakby upodobań operatora. Ja osobiście polecam te grubsze, lepiej mi się sprawdzają. One też mają różne wielkości. Mamy dużą, małą i średnią, więc też dopasowujemy sobie. Tam nie ma czegoś takiego, że to jest nie wiem, jedna jest do przedtrzonowca, a druga do trzonowca. To trzeba sobie po prostu dopasować do kształtu ubytku i do wielkości zęba. Bo zdarza mi się stosować duże zarówno w trzonowcach, zarówno duże, jak i na przykład średnie. W przedtrzonowcach zazwyczaj małe, ale tak jakby to też właśnie zależy od sytuacji. Więc jeszcze te, te wielkości, tak, to jest też ważna kwestia. Mogę jeszcze powiedzieć o takiej jednej modyfikacji matryc dosyć podobnych do matryc siodłowych, które też są bardzo fajne. To są matryce do napinacza Ivory. Kiedyś pewnie myślę, że wiele osób z nich korzystało. Teraz nie są już tak popularne, ale one mają też bardzo fajne wypukłości i przy bardzo głębokich ubytkach świetnie się sprawdzają.
ZDJĘCIA SKRZYDŁOWO-ZGRYZOWE W WYKRYWANIU PRÓCHNICY UKRYTEJ I WTÓRNEJ
MK: Dobrze, no to punkt jeden matryce siodłowe. Możemy przejść do punktu drugiego?
NR: Oczywiście.
MK: To co to było? Jaka, jaka zmiana, która sprawiła, że to twoje leczenie zachowawcze zmieniło się i też było zarazem prostsze?
NR: Zdjęcia skrzydłowo-skrzydłowe.
MK: Okej, to w jaki sposób one zmieniły twoją pracę tak naprawdę?
NR: W sumie wszystko w diagnostyce tak naprawdę. Dlatego że one stały się po prostu moim standardem.
MK: Dobrze, to ale powiedz, czy wcześniej ich w ogóle nie, nie wykonywałaś? Czy wykonywałaś je właśnie niektórym pacjentom? Jak to wyglądało?
NR: Nie wykonywałam ich rutynowo. Czasami wykonywałam. Natomiast przeszłam po prostu na taki standard, że każdy pacjent przed rozpoczęciem leczenia ma zrobione takie prześwietlenie. Chodzi po prostu o to, że teraz już jestem świadoma tego, jak dużo wcześniej nie, nie widziałam, mimo oczywiście badania pod mikroskopem w powiększeniu. No tutaj te zdjęcia dostarczają nam bardzo dużej ilości informacji.
MK: Powiedz, jakich, jakich informacji dostarczają ci te zdjęcia? Przede wszystkim co ty chcesz na nich zobaczyć?
NR: No, myślę, że taką jedną z najważniejszych rzeczy to jest tak zwana próchnica ukryta, czyli to jest próchnica pomiędzy zębami, gdzie na górze tak jakby jeszcze nie widać żadnych oznak próchnicy, a ona znajduje się pod punktem stycznym. Więc wtedy jesteśmy w stanie znaleźć tą próchnicę na prześwietleniu. To jest jedna rzecz. Druga rzecz to jest rozległość tak jakby ubytku. Ja jestem w stanie sobie dzięki temu chociaż trochę ocenić ryzyko ewentualnych powikłań jak leczenie kanałowe, bądź na przykład to, że będę musiała zastosować bielaktynę. Trzecia rzecz to jest kwestia próchnicy wtórnej, dlatego że czasami niektóre wypełnienia wyglądają z zewnątrz naprawdę całkiem okej. Gdzieś tam w części dziąsłowej jest jakaś nieszczelność i zaczyna się próchnica pod wypełnieniem. One pokazują mi też obecność na przykład kamienia poddziąsłowego. Czy ten pacjent na pewno tak jakby prawidłowo przeprowadził higienizację? Dają mi też informację o tym, czy żadne z wypełnień, które są, nie są nawisające, czy nie ma tam jakiejś nieszczelności. No więc to jest całkiem, że tak powiem, duża ilość wiedzy.
MK: Czyli podsumowując to, co powiedziałaś Natalio, bez tych zdjęć prawidłowa diagnostyka jest niemożliwa twoim zdaniem. Tak można-
NR: Moim zdaniem tak. Tu też chodzi o to, jak zaplanować to leczenie. Dlatego że dzięki wykryciu takiej wczesnej, wczesnych ubytków E1, E2 do D1, no to my jesteśmy w stanie pracować mniej inwazyjnie, bo jesteśmy w stanie zastosować na przykład Icon, a nie sięgać od razu po wiertło. I tak jakby o samej obecności takich ubytków i o tym, że musimy zadziałać, no wiem tylko dzięki temu, że mam to prześwietlenie i wiem, co się tam dzieje.
PRAWIDŁOWE WYKONYWANIE I INTERPRETACJA ZDJĘĆ RTG
MK: A powiedz, co tak naprawdę się wydarzyło, że te zdjęcia stały się standardem w twoim leczeniu? No bo sama powiedziałaś, że na początku nie wykonywałaś ich rutynowo u każdego pacjenta, więc zakładam, że musiał być jakiś taki moment, że stwierdziłaś, że to jednak jest takie obligatoryjne badanie.
NR: Myślę, że nie doceniałam ilości informacji, jakie dostarcza mi to zdjęcie. To jest raz, a dwa no tak jakby gdzieś tam wykonując je zauważyłam, jak dużo nie widzę po prostu, tak? Okej. Ile informacji mi ucieka. No i no wtedy trzeba było, że tak powiem, przyznać się no to nie jest dobra droga i trzeba było ten, tę procedurę po prostu zmienić.
MK: A czy zgodzisz się ze mną, że takim dość częstym błędem albo może problemem, jaki może się przytrafić przy takim technicznym, to jest wykonywanie zdjęcia i wtedy nakładają się na siebie te punkty styczne na tym zdjęciu. Czy to się często zdarza?
NR: Tak, to się zdarza, zdarza często dosyć. Ja na przykład stosuję specjalne pozycjonery, które po prostu ułatwiają mi ustawianie pod odpowiednim kątem tego. Pilnuję też, jak pacjent zagryza, czy on gdzieś tam mi nie przesuwa tej płytki. Natomiast oczywiście są sytuacje, jak pacjent jest przed leczeniem ortodontycznym, ma duże stłoczenia, no i my możemy tego nie uniknąć, tak? No i wtedy niestety, no jest trudniej, ale tak jakby, no zawsze widzę więcej niż bez tego prześwietlenia. Więc no to jest, zgadzam się, że zdarza się. Poza tym są też oczywiście problemy takie techniczne. Czy na pewno to, co widzimy, to jest próchnica? Mówię tutaj o przejaśnieniach przyszyjkowych. Jest jeszcze efekt Macha. W momencie jak, to zjawisko, jak my patrzymy sobie na te zęby, to nam się wydaje ta jaśniejsza część bardziej wyraźna od tej ciemnej. Chodzi po prostu, że tak działa nasze oko i ono tutaj może tak jakby powodować takie zaburzenie postrzegania tego, tak? Jeszcze tak naprawdę musimy wziąć jedną poprawkę na te prześwietlenia. To jest kwestia tego, że jednak my tam w zależności od sprzętu widzimy dopiero około dwudziestu, trzydziestu, czterdziestu procent. Tak jakby jak brakuje już, jest ta demineralizacja tyle obejmuje, więc zawsze na zdjęciach widać mniej niż w rzeczywistości.
KOFERDAM W STOMATOLOGII – WYBÓR MATERIAŁÓW I IZOLACJA POLA
MK: Dobrze to punkt dwa zdjęcia skrzydłowo zgryzowe. Przejdźmy do kolejnego punktu. Punktu trzeciego. Co to takiego jest?
NR: Koferdam. To jest narzędzie, bez którego się po prostu w stomatologii według mnie nie da żyć.
MK: No dobrze, no to jak pracowałaś, zanim zaczęłaś używać koferdamu i jakie miałaś wtedy problemy? A zaraz opowiemy, co zmienił koferdam.
NR: Ja bym podzieliła swoje życie stomatologiczne na to przed koferdamem i po koferdamie.
MK: Okej.
NR: To przed koferdamem było bardzo smutne i bardzo trudne. Dlatego że to naprawdę była walka z czasem, z językiem, ze śliną, z wałeczkami. To był jeden wielki brak komfortu pracy. To po prostu tylko był wyścig, żeby jak najszybciej to wszystko zrobić, żeby pacjent, żeby przypadkiem pacjent gdzieś nie ruszył językiem, żeby tu mi nie wypchnął wałeczka, żeby tam nie kichnął, żeby nic się po drodze po prostu nie, nie wydarzyło. To była taka rosyjska ruletka. Uda się albo się nie uda.
MK: A powiedz, jakie problemy udało ci się rozwiązać, odkąd wprowadziłaś koferdam do swojej pracy? Jakie największe zmiany zauważyłaś właśnie dzięki temu, że ten koferdam zaczęłaś stosować?
NR: Święty spokój. Ja po prostu się nie śpieszę. Nie obawiam się tego, że za chwilę mi się gdzieś tam właśnie coś zaleje śliną, coś tam zaleje się krwią. Ja nie boję się tego, że nawet jak coś mi gdzieś wypadnie, to trafi pacjentowi do gardła i będziemy mieli jakiś problem. Nie mam problemu z tym, że pacjent gdzieś tam czasami sobie odkaszlnie, odchrząknie. W ogóle mi to tak jakby nie przeszkadza. Ja mam czyste takie pole zabiegowe, tak bym to określiła, tak jak przy operacjach, gdzie mogę sobie po prostu działać. To powoduje, że nie muszę spieszyć się na każdym, na każdym etapie, tak jakby pracy. Mam ten komfort, że nie muszę tak jakby robić jak najszybciej tutaj wytrawiania, bondowania, bo zaraz tam coś podcieknie i w ogóle. Tylko po prostu mogę robić to tak, jak powinno się zgodnie z instrukcją, z instrukcją. Mam na to czas. Mogę sobie modelować spokojnie. Po prostu gwarantuje mi to tak, jakby taki duży komfort pracy.
MK: Czyli to jest zarówno większy komfort dla Ciebie, jak i zarówno większy komfort dla pacjenta. To teraz Powiedz lekarzom, którzy jeszcze może nie mieli okazji, nie stosują koferdamów w stomatologii zachowawczej. Jak zacząć w ogóle stosowanie tego koferdamu? Ja wiem, że jest sporo szkoleń na rynku, można się nauczyć, ale jakie ty masz tutaj rady, jeżeli chodzi o, o ten temat?
NR: Po pierwsze ja stosuję koferdam naturalny lateksowy. To jest Niton i stosuję go w grubości medium albo heavy. Natomiast od razu podpowiem, że obecnie ta standaryzacja tej grubości troszkę nie do końca się zawsze trzyma tego, co powinno być Ale tak jakby to jest, że tak powiem, taka, taka moja podstawa, jeżeli chodzi o koferdam. Druga rzecz jest ważna też w tym, żeby wiedzieć w przypadku akurat tego koferdamu, którą stroną założyć go, która strona jest dla pacjenta, która jest dla nas. Dlatego że on ma jedną stronę matową. To jest strona dla dentysty i strona taka śliska to jest strona do pacjenta. Jeżeli na tym etapie my pomylimy strony koferdamu, to już zaczyna się tak jakby sekwencja, takie domino, które prowadzi do problemów dalszych. Więc to jest bardzo ważna, ważna kwestia, żeby założyć go na dobrą stronę. Trzeba też dobrać prawidłowo klamry. Ja tutaj standardowo używam klamry dwanaście albo trzynaście A lub sto trzydzieści dziewięć, sto trzydzieści osiem i po prostu w zależności od tego, która to jest ćwiartka taką klamrę zakładam. Te klamry mają takie ząbki z jednej i z drugiej strony. Z jednej strony tych ząbków jest więcej, z drugiej strony tak jakby tych ząbków jest mniej. Ta część, która ma więcej ząbków zawsze musi być od strony policzkowej. Ta, która ma mniej od języka bądź podniebienia. Więc to jest, że tak powiem, taki trik, żeby to zapamiętać. Więc te klamry też trzeba prawidłowo zakładać, bo zakładając za małą klamrę, no to niestety to nie będzie się nam po prostu trzymało. Ważne jest też to, w jaki sposób my przygotujemy tą gumę. Czy robimy to sami, czy robi nam to asysta. Te dziurki muszą być odpowiednio wycięte, bo jeżeli zrobimy bardzo małą dziurkę na przykład na dużego trzonowca, to guma po prostu pęknie, tak? Więc te dziurki też muszą być odpowiednie, mieć odpowiednie rozmiary, muszą być w odpowiednich odległościach od siebie. Z przepraszam, że tak mamy jakiś brak zębowy, no to oczywiście tam nie będziemy wycinać tej dziurki. Jak zrobimy te dziurki za daleko od siebie, będzie koferdam, który będzie nam przeszkadzał przy wkładaniu na przykład matrixa i klina. Jak zrobimy te dziurki zbyt blisko siebie, to wtedy nie będzie koferdamu, który powinien przykryć nam dziąsło pomiędzy zębami. Ważna jest też wywinięcie, inwersja koferdamu, żeby on dobrze wszedł tam wszędzie, w tak jakby tą szczelinę pomiędzy dziąsłem a zębem, żeby nie było problemu z jakimś wyciekiem płynu z kieszonki.
SZCZELNOŚĆ KOFERDAMU, ZAMKI ORTODONTYCZNE A SIŁA ADHEZJI
MK: W jaki sposób można uniknąć przecieków koferdamu? Czy ty używasz płynny koferdam?
NR: Rzadko mi się zdarza używać płynny cofferdam, bo właśnie ten cofferdam naturalny lateksowy bardzo fajnie przykleja się, tak jak to powiedziała, do tkanek. Tylko właśnie ta inwersja musi być zrobiona dobrze. Ja korzystam z nakładacza robiąc to, a czasami z nitki dentystycznej, żeby on wszędzie się tam dobrze powywijał. Jest też jedna rzecz, o której bardzo często lekarze zapominają. To jest kwestia tego, żeby zrobić repozycję klamry, bo czasami jest tak, że ten cofferdam nie do końca dojdzie w okolicy klamry, więc wtedy trzeba ją delikatnie rozszerzyć i troszkę poruszać w prawo lewo i dzięki temu cofferdam właśnie wejdzie sobie na ten ząb. Zdarza się też tak i to często widzę w ogóle w internecie, że jeżeli powiedzmy mamy jeszcze ósemkę, a zakładamy klamrę na siódemkę, to nie przeciągamy przez tą ostatnią przestrzeń gumy i wtedy też może być tak, że gdzieś tam od tyłu coś przecieka, coś przeszkadza. Więc ważne jest jeszcze, żeby zawsze, tak jakby nie tylko przed klamrą, ale też za klamrą przeprowadzić dobrze ten cofferdam jeżeli mamy z tyłu zęby.
MK: A jak radzisz sobie z zębami leczonymi ortodontycznie?
NR: Jeżeli chodzi o zęby leczone ortodontycznie, no to po pierwsze najlepiej, jakby były wyleczone przed. No ale oczywiście życie jest życiem i różnie się zdarza. Kilka opcji. Jeżeli nie mam, najchętniej po prostu ściągam zamek, ściągam łuk. Pracując z ortodontami w tym samym gabinecie to jest dosyć proste, bo ja po prostu ściągam, leczę i później ortodonta za chwilkę na wizycie zakłada sobie na nowo wszystko. Jeżeli nie ma takiej opcji, no to staram się chociaż zdjąć sam łuk, żebym mogła dobrze przeprowadzić gumę przez punkty styczne. No gumki akurat to bardzo łatwo jesteśmy w stanie zdjąć. Jeżeli jest tak, że no, mogę, muszę zostawić zamki, to używam wtedy klamry po prostu plastikowej, bo ją dużo bardziej można rozszerzyć. Dzięki temu łatwiej mi przełożyć ją przez ząb, który ma zamek, tak? No są ekstremalne sytuacje, że trzeba i z zamkiem i z łukiem. Natomiast no to wtedy powiedzmy, jeżeli to jest pierwsza klasa, to ubytek typu pierwszej klasy to jeszcze się uda, przy drugich no po prostu się nie da, tak? Więc proszę wtedy ortodontę o pomoc.
MK: To jeszcze powiedzmy o tych zaletach koferdamu. W jaki sposób koferdam wpływa na skuteczność systemów adhezyjnych?
NR: No tutaj, że tak powiem, no nie ma litości i wilgoć plus adhezja nie daje nam nic dobrego. Dlatego ten koferdam sprawia, że my mamy większą, jednak lepszą tą adhezję. Są takie badania profesora Marcusa Blatza z dwa tysiące chyba dwudziestego drugiego roku, które nam tak jakby przekazują, że użycie tego koferdamu niemal dwukrotnie zwiększa siłę wiązania do szkliwa i to niezależnie od typu systemu wiążącego, który użyjemy tak jakby, tak? Chodzi po prostu o to, że jedna rzecz to są takie zanieczyszczenia typu ślina, krew, ale jeszcze mamy coś takiego jak para wodna, którą pacjent przy oddychaniu po prostu wdycha, wydycha i to też ma wpływ na siłę po prostu adhezji. Dzięki koferdamowi nie ma tego problemu. Więc no tak, to ma ogromne znaczenie.
MK: A jak koferdam wpływa na przykład na jeszcze na szczelność odbudowy, na jej trwałość też?
NR: Dzięki temu, że mamy, że tak powiem, więcej czasu i komfortu, no to wiadomo, że ten, tak jakby ta adhezja będzie dużo bardziej trwalsza, tak? Bo w momencie jak coś nam tam zaczeka, zamykamy oczy, udajemy, że wcale nie. No to tak jakby z założenia już zakładając zupełnie nie wiemy, że tam jest coś nie tak. Więc oczywiście ono będzie szybciej do wymiany. Ta próchnica wtórna będzie tam dużo szybciej niż w przypadku, gdy mamy wszystko wyizolowane i nie ma żadnego problemu z jakimiś przeciekami.
PRACA W POWIĘKSZENIU – MIKROSKOP VS LUPY STOMATOLOGICZNE
MK: Myślę, że przekonałaś nieprzekonanych być może jeszcze dlaczego warto. To przejdźmy Natalio do kolejnego tak naprawdę game changer w Twojej pracy zachowawczej. Jaki jest ten czwarty punkt?
NR: Mikroskop. Praca powiększenia.
MK: Okej. Jak pracowałaś wcześniej, zanim zaczęłaś stosować mikroskop i jakie miałaś wtedy problemy?
NR: Najpierw pracowałam całkowicie po prostu przy ulicy bez żadnego powiększenia. No i ja po prostu nie widziałam wszystkiego. Nawet jak mi się zdawało, że ja widzę. Prawda była taka, że ja nie do końca wszystko dobrze widziałam. Potem przeszłam na lupy dwukrotnie zwiększałam ich wielkość. Natomiast jak już się przekonałam do mikroskopu, to ja tak jakby nie wyobrażam sobie pracy jakiejkolwiek bez, bez niego.
MK: To jaką widziałaś różnicę między przejściem z lup na mikroskop? Jeszcze powiedz dlaczego-- dlaczego mikroskop był tym ostatecznym wyborem?
NR: Ergonomia. Na pewno mi jest dużo wygodniej siedzieć przy mikroskopie. Chodzi o moje plecy, szyję. No po prostu jednak w naszym zawodzie trzeba bardzo o to zadbać. Więc to jest jedna rzecz. Plus dużo większe powiększenie, łatwiej mi jest też znaleźć ogniskową. Tak jakby w sensie łatwiej tą ostrość wyłapać niż w, w lupach. Jest to dla mnie też po prostu szybsza praca jednak niż w przypadku lup, zakładania ich, ściągania i tak dalej, więc dlatego ostatecznie zdecydowałam się na mikroskop.
MK: Powiedziałaś, że gdy nie używałaś mikroskopu, nie widziałaś wszystkiego, więc tak naprawdę co ty teraz widzisz dzięki temu bardziej, lepiej dzięki temu, że używasz mikroskop?
NR: Mogę zobaczyć na pewno dużo dokładniej próchnicę jakiś początkową, tak? Żeby sprawdzić tam wszystko, co się dzieje. Mogę bardziej przyjrzeć się nieszczelnym wypełnieniom. Czy tam już coś się dzieje, czy nie. Jestem w stanie dostrzec pęknięcia zarówno w jakiejś szkliwie, zębinie, czy nawet po prostu całego zęba, tak? Na przykład w dnie komory czy coś takiego. To jest też kwestia tego, że dużo lepiej widzę na przykład jak dopasowuję matrycę do zęba. Czy tam na pewno nigdzie nie ma jakiejś nieszczelności, czy na pewno gdzieś mi nie, tak jakby nie wiem, zwinął się koferdam. To tak jakby z góry daje mi szansę na to, że moje wypełnienia będą szczelniejsze i lepsze, tak? Myślę, że też dużo oszczędniej mogę opracowywać tkanki, dlatego że pod mikroskopem widzę po prostu wyraźniej, co jeszcze jest zmienione, co powinnam usunąć, a co jeszcze, że tak powiem, może zostać. Więc ta struktura tych tkanek zmienionych chorobowo to też daje mi to, że tak powiem, lepszy wgląd w to, żeby nie opracowywać nadmiernie.
MK: Czyli lepsza diagnostyka i lepsze leczenie, bo po prostu widzisz o wiele więcej. Tak to można podsumować.
NR: Tak.
JAK ZACZĄĆ PRACĘ Z MIKROSKOPEM I POKONAĆ BÓL GŁOWY?
MK: Ale mi się wydaje, że takim dużym problemem dla niektórych osób jest to, żeby po prostu nauczyć się w tej codziennej pracy stosowania tego mikroskopu. Zacznijmy od tego, że nie wszyscy go mają w gabinecie, ale już jeżeli ktoś ma, no to z tego, co wiem od kursantów, którzy pojawiają się na różnych naszych szkoleniach, to mówią, że ten bardzo trudny jest ten etap początkowy. Jak to było u ciebie? Jak dużo czasu zajęło ci to, żeby tak naprawdę przestawić się na używanie codziennie mikroskopu?
NR: Czasu nie określę, bo po prostu nie do końca pamiętam, ile to było. Natomiast miałam, że tak powiem, to szczęście, że u mnie w gabinecie mikroskop był nie tylko dla endodonty, tylko jest ogólnie dostępny, więc faktycznie mogłam próbować korzystać z niego. Mi pomogło to, że na początku nie zaczęłam od leczenia w mikroskopie, tylko zaczęłam od przeglądów. Dlatego że tak naprawdę przy przeglądach my musimy sobie często zmieniać to miejsce, na które ostrzymy, na które patrzymy. Lepiej się po prostu zorientować w tym powiększeniu, co my tam mamy widzieć w tym lusterku. Bo jeżeli już, powiedzmy, leczymy konkretny ząb, to raczej jest to tak, że no w danym zakresie się poruszamy. Przy przeglądzie to tak naprawdę góra, dół, prawo, lewo, żeby tu trochę bliżej zęby przednie, zęby boczne od policzka. Więc to, że ja trenowałam sobie podczas przeglądów, dało mi potem łatwość w samym leczeniu, bo lecząc już konkretny ząb jest naprawdę dużo prościej. Także jak mogę coś doradzić, no to po prostu, że tak powiem, zacząć od przeglądów, nawet spróbować sobie poprzeglądać w chwili, gdy nie wiem, nie ma jakiegoś pacjenta, nie przyszedł to modele albo asystenta, asystentkę, kogoś w pracy, żeby po prostu mieć ten komfort, że ja mogę sobie teraz poćwiczyć, ta osoba nie będzie mnie oceniać i żeby mieć czas na to, żeby sobie wszystko ustawić tak, jak powinno. Potem to jest naprawdę, ja po prostu biorę mikroskop, dwa ruchy i ja wiem, jak on powinien być ustawiony. Jest też według mnie bardzo ważna kwestia tego, że niektóre osoby i ja tak na przykład miałam, jak zaczęłam leczyć w mikroskopie, bardzo bolała mnie głowa. Tak jakby kwestia tego, jak to oko musi się przyzwyczaić, jak to wszystko, że tak powiem, ma się przetwarzać. I był taki okres, że po prostu ja czułam, że boli mnie głowa, więc wtedy robiłam tak, że nie pracowałam non stop w tym mikroskopie. Ale teraz jest tak, że używam go cały czas. Po prostu musiałbyś przejść ten taki najgorszy etap i to się już uspokoiło. Ale wiem też od wielu innych koleżanek i kolegów, że to nie jestem jedyną osobą, która właśnie ma taki problem z tymi bólami głowy.
MK: Czyli organizm musi się zaadaptować, przyzwyczaić się po prostu do tego.
NR: W moim przypadku tak.
KOMPLEKSOWY PLAN LECZENIA – KORZYŚCI DLA LEKARZA I PACJENTA
MK: Dobrze to wydaje mi się, że etap mikroskopu Mamy omówiony. Przejdźmy do ostatniego punktu, który zmienił twój sposób leczenia. Co to takiego było?
NR: Przygotowywanie planów leczenia i kompleksowe leczenie pacjenta.
MK: To jak leczyłaś wcześniej, zanim zaczęłaś? Zaraz o tych planach, o tym jak to wygląda opowiesz nam na pewno szczegółowo. Ale jak leczyłaś? Jak leczyłaś wcześniej?
NR: No na studiach to zazwyczaj było tak, że leczyliśmy pacjenta, który przyszedł z danym jakimś tam zębem. Tu mi wypadło wypełnienie, tu mnie boli. Troszkę już na piątym roku mieliśmy taki przedmiot jak stomatologię zintegrowaną, gdzie już bardziej uczono nas podejścia takiego kompleksowego do tego pacjenta. Ja sama potem przez dwa lata byłam wykładowcą właśnie w Zakładzie Stomatologii Zintegrowanej, więc mogłam sobie, że tak powiem, dosyć mocno rozwijać się w tym obszarze. No ale to na początku to było po prostu takie leczenie. Pacjent przyszedł z ukruszonym zębem, to zajmujemy się tym ukruszonym zębem, tak? Ale no niestety to jest droga prowadząca donikąd, bo jeżeli temu pacjentowi non stop wykrusza się to wypełnienie, no to jest to z jakiegoś powodu. I co ja bym nie zrobiła, jakbym mocno nie chciała, żeby to wypełnienie się trzymało, jeżeli pacjent, nie wiem, ma braki zębowe, ma problemy ze stawem skroniowo-żuchwowym, to po prostu się nie utrzyma, tak? Jeżeli jest jakieś zgrzytanie, zaciskanie i wiele innych problemów. Więc trzeba było przestawić to myślenie, że nie zawsze pomoc pacjentowi tu i teraz jest najlepszym rozwiązaniem. Okej. Czasami po prostu trzeba jednak spojrzeć szerzej, głębiej.
MK: I zadać sobie pytanie dlaczego, tak? Coś takiego się wydarzyło.
NR: Jaka jest przyczyna tego? A nie zajmować się tylko objawami. To w sumie jak nie wiem, w takim normalnym życiu jak ktoś ma gorączkę, no to warto się przyjrzeć skąd ta gorączka i co tam się dzieje, a nie tylko wziąć paracetamol i tak jakby no nie ma gorączki, tak?
PRZEBIEG PIERWSZEJ WIZYTY KONSULTACYJNEJ KROK PO KROKU
MK: Powiedz nam teraz, jak u ciebie wygląda taka pierwsza wizyta konsultacyjna.
NR: Pierwsza wizyta konsultacyjna to jest, yy, tak jakby czas około godziny, który jest przeznaczony dla pacjenta. W większości tych wizyt ja w ogóle nie dotykam wiertła na konsultacji. To są naprawdę wyjątkowe sytuacje, gdzie jednak tak jest, że muszę to zrobić. Nie wiem, sytuacja bólowa, jakieś złamania, takie rzeczy. Natomiast w większości przypadków to jest tak, że ta wizyta to jest po prostu rozmowa z pacjentem. Zaczynam od tego, że zbieram dokładnie wywiad. Muszę wiedzieć, z czym pacjent przychodzi, jakie są jego oczekiwania, jakie są jego problemy w ogóle, więc dokładnie zbieram sobie od niego te informacje. Następnie badam go wewnątrz, zewnątrzustnie. Sprawdzam też, jak wygląda kwestia stawu skroniowo-żuchwowego. Robię oczywiście przegląd, robię zdjęcia aparatem wewnątrz, zewnątrzustne. To, co już wcześniej rozmawiałyśmy, czyli zdjęcia skrzydłowo-zgryzowe plus jakieś zdjęcie całościowe. W większości przypadków jest to tomografia czasami jest to pantomogram. Jeżeli pacjent ma tak naprawdę jakieś zatrzymane zęby, zęby po leczeniu kanałowym, no to już tutaj korzystamy z tomografii, żeby mieć więcej informacji, co tam się dzieje. No na przykład dla chirurga, jak on będzie chciał usuwać zęby zatrzymane albo żeby sprawdzić, jak wygląda kwestia jakichś stanów zapalnych okołowierzchołkowych. Więc to jest tak jakby taki, taka całość, przez którą ja przechodzę z pacjentem. Jak ja sobie zbiorę te wszystkie informacje i już w głowie mam je przeanalizowane, to zaczynam rozmowę z pacjentem, podczas której ja tłumaczę mu i pokazuję na zdjęciach, co uważam, że jest bardzo istotne, to, co ja widzę, bo tak naprawdę pacjent on nie jest w stanie zajrzeć sobie tam i zobaczyć swoich zębów tak jak ja je widzę. A dzięki zdjęciom on widzi to, co tak naprawdę ma w buzi. Ja krok po kroku mogę opowiedzieć o problemach, jakie widzę. Dzięki temu, że ten pacjent to widzi, no to to nie jest tak, że ja muszę go przekonywać, że coś jest nie tak. To raczej jest tak, że okej, dobra, no to kiedy, kiedy zaczynamy działać? Kiedy zaczynamy to wszystko leczyć, tak?
MK: Czyli pacjent zapisując się do ciebie na taką pierwszą wizytę, on też wie, że na tej wizycie nie będzie leczenia. To jest planowanie i to jest też wizyta, zakładam, za którą też musi zapłacić. No bo tak jak wspomniałaś, ta wizyta trwa około godziny. Ty badasz pacjenta, poświęcasz swój czas, badasz pacjenta, wykonujesz też diagnostykę taką radiologiczną. Więc jest to wizyta płatna też, mimo tego, że nie dotykasz wiertła.
NR: Tak, ale to tak jakby pacjent otrzymuje informację, a co on z nimi zrobi, to już jest decyzja pacjenta. Rzadko zdarza się, że jakieś sytuacje stomatologiczne są stanami zagrażającymi życiu tak naprawdę. Więc myślę, że tutaj każdy pacjent może podjąć decyzję taką, jaką uważa. Staram się też jakieś różne opcje przedstawić, tak? Jeżeli są takie, jakie tutaj mamy postępowania. Opowiadam o tym, co może się wydarzyć, jakie może mieć powikłania, po to, żeby ten pacjent później nie był zaskoczony na przykład tym, że jakiś ząb jest do leczenia kanałowego, albo że właśnie nie wiem, zastosuję biodentynę albo jest ryzyko, że jakiś ząb trzeba będzie usunąć. To jest też tak, że ja na tej podstawie całej konsultacji układam dla pacjenta plan leczenia, więc on też nie jest zaskoczony kosztami, a uważam, że to jest bardzo ważna kwestia, żeby ten pacjent był przygotowany na to i wiedział, jakie koszty będzie musiał, że tak powiem, ponieść i on sobie zadecyduje, czy nie wiem, chce to rozłożyć na jakiś czas i w jakiej kolejności po prostu podziałać.
MK: Można na to spojrzeć też z takiego punktu widzenia, że to może być pacjent, który przychodzi do ciebie na wizytę konsultacyjną i on może być przekonany, że przyszedł tylko i wyłącznie na kontrolę. A ty używasz mikroskop, robisz zdjęcia skrzydłowo-zgryzowe i zakładam, że bardzo często okazuje się, że tam jest dużo do leczenia, dużo do poprawy. Jak sobie radzisz z takimi sytuacjami?
NR: No to jest trudna sytuacja, bo z punktu widzenia etycznego, no tak jakby tutaj musimy być bardzo delikatni. Ja nigdy no nie oceniam tak jakby nie wiem, samej pracy, tego wszystkiego, co pacjent ma w jamie ustnej. Ja mogę opisać to, co widzę. Jak widzę, że jest próchnica, no to tak jakby pokazuję ją pacjentowi czy na zdjęciu, czy na prześwietleniu. Naprawdę da się to nawet laikowi wytłumaczyć i jest to dla pacjentów tak jakby widoczne. Więc no oni często są- zdarza się tak, że oni są zdziwieni, ale ja nie jestem, ja tak jakby no nie przerabiam tych zdjęć. Oni widzą, że to są ich zęby, więc nie jestem w stanie przeskoczyć tego, jeżeli jest coś nie tak, żeby nagle powiedzieć, że jest wszystko po prostu dobrze. No i część pacjentów oczywiście to rozumie, akceptuje, a są tacy, którzy starają się to wyprzeć po prostu, tak? Mogę nawet powiedzieć, że jest tak, że czasami mam wrażenie, że to są pacjenci, którzy przychodzą, że oni chcą, żeby tu teraz im coś zrobić, a ja mówię, że ja tego na przykład nie zrobię, to potem są takimi naj-najbardziej wdzięcznymi pacjentami.
MK: Mhm.
NR: Potem jednak oni czują, widzą, mają zaufanie w to, jak to wszystko się zmienia, jak ten proces wygląda. Zresztą dla mnie tak jakby chyba jedną z najprzyjemniejszych rzeczy jest to, jak pacjent wraca na wizyty kontrolne i tam nie ma nowych rzeczy.
MK: Mhm.
NR: Nie ma nowych rzeczy do leczenia, nie ma nowej próchnicy, no bo jeżeli ja już, że tak powiem, patrzę kompleksowo na tego pacjenta, ja wiem, jaka jest jego higiena. My mamy zmiany w diecie. Dowiedział się, co to jest nitka i jak jej używać, tak? Regularnie przychodzi na wizyty tak jakby tutaj higienizacyjne, tak? Ja widzę go regularnie. No to my dużo razem możemy zdziałać po prostu. I ci pacjenci widzą to, że no super, dobrze, dobrze wszystko jest. Ja się stosuję, więc że są efekty tego, tak? I no naprawdę to jest bardzo duża satysfakcja, jak tak się dzieje.
ROZMOWA Z PACJENTEM O KOSZTACH I SPRAWNE PLANOWANIE WIZYT
MK: Co daje tobie taki sposób pracy i co daje on pacjentom też?
NR: Spokój znowu.
MK: Mhm.
NR: No bo tak jakby ja już wiem, że na przykład nie wiem, po tej diagnostyce, że w jakimś zębie mogę spodziewać się leczenia kanałowego. No taki standardowy, że tak powiem, przypadek. Myślę, że wiele osób to męczy, szczególnie młodych dentystów, że obawiają się tego, że gdzieś obnażą, wpadną w cudzysłowie i co oni mają zrobić, tak? Dużo łatwiej jest pacjenta poinformować przed i mu wytłumaczyć niż po fakcie się tłumaczyć.
MK: Jasne.
NR: Więc jeżeli mój pacjent jest świadomy tego: „Aha, tu jest ogromna próchnica, bardzo rozległe wypełnienie, jest ryzyko, że będzie leczenie kanałowe - no to tak jakby w momencie jak do tego dojdzie, to on nie ma pretensji, bo on był o tym poinformowany. On wiedział, że tak może być. No przyszedł za późno. Albo może być tak, że zastosujemy biodentynę. No i bardzo mało jest takich przypadków, ale zdarzają się, że jednak ta biodentyma nie zadziała i tak jakby leczenie kanałowe trzeba przeprowadzić. Ale moi pacjenci wiedzą. Ostatnia szansa. Próbujemy. Uda się albo nie uda. Zobaczymy, jaka będzie odpowiedź organizmu. I wtedy ci pacjenci nie mają żadnych tak jakby roszczeń, pretensji. No bo oni wiedzieli, że to jest maks, który my zrobiliśmy. Oni też podjęli tą decyzję, że dobrze to zastosujmy, to spróbujmy.
MK: Mhm.
NR: Takie mogą być objawy, to może się wydarzyć po tym czasie, to po takim czasie i zobaczymy. Więc no naprawdę to jest komfort, taki, taki spokój ducha, że ja nie muszę się przejmować ewentualnymi jakimiś komplikacjami, bo ja po prostu pokażę to potem też na zdjęciach pacjentowi, bo one są wykonywane w trakcie leczenia i on widzi: „Aha, było tak głęboko, tu była taka próchnica". To pacjenci są naprawdę w stanie zobaczyć. No i taka jest kolejność.
MK: Też na pewno nie musisz odpowiadać na pewno na pytania, dlaczego na przykład to tak dużo kosztuje, tak? Prawda? Bo pacjent decydując się na to leczenie on już wie.
NR: Tak. Ile to będzie kosztowało. Tak, to jest dosyć trudne dla nas przekazywanie- Właśnie. Kwestii finansowych, tak? Zgadza się.
NR: Bądźmy szczerzy, usługi stomatologiczne nie są najtańsze w Polsce. Tak to wygląda. NFZ no bardzo mało rzeczy, powiedzmy, gwarantuje, więc jest część pacjentów, dla których kwestie finansowe są dosyć dużym problemem. Więc w momencie, jak ten pacjent jest przygotowany, no to zdarzają się pacjenci, którzy leczą po jednym zębie, tak? Mamy to wszystko jakoś rozłożone na jakieś tam etapy, ale no przynajmniej chcą to leczyć, mają tego świadomość. Więc tu faktycznie, no nie muszę się martwić o to, jaki tam będzie koszt, bo ten pacjent już wcześniej to wie i nie mam problemu tak jakby z przekazywaniem tego.
MK: Jaką masz ścieżkę postępowania w przypadku pacjentów bólowych, którzy pojawiają się u ciebie?
NR: Zazwyczaj jest tak, że oczywiście chcemy im pomóc i ulżyć w tym bólu w zależności od sytuacji. Czy nie wiem, czy trzeba usunąć złamany fragment, czy rozpocząć leczenie endodontyczne. To robię. Natomiast zawsze tłumaczę pacjentowi wcześniej przynajmniej prześwietlenie zdjęcia, tak jakby ta baza się nie zmienia. Wybieram to wszystko. To musi być oczywiście, ale tłumaczę pacjentowi, że no to był pożar. My go ugasiliśmy, ale tam dookoła jeszcze jest bardzo dużo innych rzeczy do zrobienia. Też pokazuję mu na tych zdjęciach, że o, proszę pana, dzisiaj tutaj taka głęboka próchnica. Już zaczął się stan zapalny, dlatego trzeba kanałowe. Ale proszę zobaczyć obok, co się dzieje. Jak my się tym nie zajmiemy, to za chwilkę pan wróci za miesiąc, dwa, trzy z kolejnym bólem.
MK: Ale czy ty badasz tego pacjenta na tej wizycie również? Patrzysz na niego szerzej, czy zapraszasz go na kolejną wizytę, bo widzisz, że tutaj jednak jest sporo jeszcze takich punktów do leczenia.
NR: Jest takie minimum, które muszę zrobić, więc jednak badam całą jamę ustną. Robię te wszystkie prześwietlenia, zdjęcia. Bez tego tak jakby nie dotknę, że tak powiem, pacjenta, ale mówię mu właśnie o tym, że to jest początek. Żeby sobie wszystko zaplanować, żeby nie było takich nagłych sytuacji, że pan, nie wiem, budzi się z ogromnym bólem i zamiast iść do pracy albo lecieć na wymarzone wakacje, to tam biegnie robić testy. To właśnie zrobimy sobie taką pełną konsultację, żeby to wszystko panu wytłumaczyć i zaplanować tak jakby leczenie krok po kroku, co jest do, do zrobienia. Więc tak doraźnie pomagam, natomiast no wracamy potem do standardowej konsultacji, żeby to wszystko zebrać, tak?
MK: Rozumiem, że właśnie dzięki między innymi temu, że masz ten plan leczenia, mniej stresujesz się w twojej, w swojej pracy. Pytam o tym, bo od razu mi się przypomina też, jak często Agata Kotowska na naszych szkoleniach też mówi o tym, że właśnie to planowanie leczenia jest dla niej kluczowym etapem, bo ono ściąga z niej ten ciężar właśnie tego stresowania się w pracy, tego, że ona ma dzięki temu wszystko zaplanowane i wie, czego może się tak naprawdę w danym dniu spodziewać, tak? Więc to jest o wiele bardziej przewidywalne wszystko i też zarazem mniej stresujące.
NR: Tak. A jednak, no że tak powiem, nasz zawód jest dosyć mocno stresujący, więc tutaj chcemy go mieć po prostu jak najmniej. Jeżeli ten pacjent wie, co go czeka, wie ile za to zapłaci, jakie są możliwe powikłania, komplikacje, no to tak jakby nie muszę się już jakoś przejmować tym, a że jednak coś tam poszło nie tak, jak ja sobie zaplanowałam, bo ten pacjent już to, już to wie. Więc dla mnie to też jest spokój, taki podczas leczenia, że niezależnie co tam się wydarzy, mimo że my sobie coś możemy zaplanować, no to okej. Ten pacjent wie, że sytuacja może być dynamiczna i coś czasami trzeba będzie po prostu zmienić. Myślę, że ogromny wpływ ma to też na komfort planowania sobie wizyt. Mam na myśli to, że jeżeli ja wiem, co mam do zażegnania u danego pacjenta, wiem, jak ten ząb wygląda, mam jego zdjęcia, to ja dokładnie mogę zaplanować, ile potrzebuję czasu po to, żeby się nie śpieszyć, żeby poświęcić temu pacjentowi tyle, ile on potrzebuje w danym, w danej sytuacji uwagi, ale też żeby nie mieć opóźnień. No bo jak jednak coś pójdzie nie po naszej myśli, bo nie wiedzieliśmy, że będzie tak głęboko, że trzeba będzie założyć wyleczenie czy coś, no to, to po pierwsze stresujemy się tym, że musimy tego pacjenta poinformować. O jest jednak plan leczenia się nam zmienił. Tutaj coś może się wydarzyć. Kolejny pacjent już tupie nogą na poczekalni. Asystentka też tam sprawdza. No to już takie opóźnienia, a ty jeszcze coś tam. My się zaczynamy stresować i denerwować. W momencie jak ja wiem mniej więcej oczywiście, no bo to medycyna, wiadomo co mnie czeka, to ja sobie mogę przewidzieć. Okej, no tutaj jest duże ryzyko tego, że ja bym musiał zastosować wyleczenie, więc wtedy mam dla tego pacjenta godzinę, wizytę o piętnaście minut dłużej. Tak, nie godzina, tylko godzina na przykład piętnaście. Tak. I ja się nie stresuję. Pacjent się nie stresuje. Recepcja no bo to wiadomo też te wszystkie sytuacje, że tam pacjent chce być przyjęty o czasie i tak dalej. Poza tym to jest też tak, że ja to się trochę śmieję, że tak wychowuję tych pacjentów i nawet jak zdarzy się tak, bo tak się czasami zdarza, no to jest medycyna, tu tak jakby nie mamy na sto procent wszystkiego nie da się przewidzieć, to moi pacjenci, oni się już nie przejmują tym, że jest jakieś, nie wiem, opóźnienie, że on wejdzie pięć, dziesięć minut do gabinetu po czasie, bo i tak wiedzą, że ja poświęcę ten czas, który potrzebuję. Ale jednocześnie mają pewność, że skoro ja innemu pacjentowi, bo akurat sytuacja tego wymagała, poświęciłam więcej czasu, to im też poświęcę i ja nie będę na siłę skracać tej wizyty, robić coś w nieodpowiednim, że tak powiem nieodpowiedniej jakości. Tak, tylko jakość musi być. To musi być przeprowadzone tak, jak należy. A no tak się czasami zdarza, więc to też widzę po pacjentach, że oni potem mają do tego bardzo duży po prostu dystans, zaufanie. Wiedzą, że okej, ja też w razie czego będę miał ten czas.
KURS MENTORINGOWY ZE STOMATOLOGII ZACHOWAWCZEJ
MK: Dobrnęłyśmy chyba Natalia do końca, więc podsumowując jeszcze raz i przypominając te pięć takich punktów zwrotnych, to po pierwsze matryce siodłowe, po drugie zdjęcia skrzydłowo-zgryzowe, po trzecie koferdam, po czwarte powiększenie, po piąte plan leczenia.
NR: Tak.
MK: Gdybyś mogła jeszcze w tak, w trzech takich punktach podsumować tą całą rozmowę i z takimi najważniejszymi myślami zostawić naszych słuchaczy, to co by to było?
NR: Po pierwsze powiedziałabym, że ta kolejność jest przypadkowa, tak jakby, że uważam, że to są, to są naprawdę pięć takich podstawowych, najważniejszych rzeczy.
MK: Jasne.
NR: I na początku może trudno jest wdrożyć wszystko naraz. Więc ja tak jakby uważam, że metoda małych kroków. Okej, to najpierw praca w koferdamie, najpierw dobra diagnostyka, prześwietlenia, plan leczenia. To jest akurat łatwo wprowadzić. Potem koferdam, potem mikroskop, żeby po prostu- Małymi krokami. Małymi krokami. A jak próbujemy wszystkiego naraz, nie umiem jeszcze dobrze pracować w koferdamie, a już próbuję pracować w mikroskopie, to jest tak jakby gwarantowane jakiś stres i po prostu większe szanse na to, że też ktoś się zniechęci.
MK: Mhm.
NR: Więc małe kroki to jest na pewno coś, co mogłabym powiedzieć. Dużo cierpliwości, bo my często byśmy chcieli już, teraz i tak jakby zaraz. A niestety część z tych rzeczy po prostu potrzeba czasu i to jest normalny etap nauki, że po prostu no nie od razu wszystko umiemy. Trzeba po prostu poćwiczyć. To jest też uważam, że bardzo ważne, żeby się nie zniechęcać po prostu szybko w tym. Ja myślę, że też ważna jest kwestia taka, żeby jak coś nam nie idzie, to szukać odpowiedzi dlaczego. Jeżeli jakiś błąd na przykład ciągle nam się powtarza, no to jednak poszukać jakiegoś wsparcia, jakiejś pomocy wśród koleżanek, kolegów. No bo może to jest jakaś drobna rzecz, tak jak mówiłam, nie wiem, z tą stroną koferdamu, która po prostu może powodować, że to nie idzie, tak? Wystarczy mała modyfikacja, a czasami naprawdę efekty będą dużo, dużo, dużo, dużo lepsze. Co mogę jeszcze powiedzieć? No myślę, że jak jest ten etap taki początkowy, no to każdy z nas popełnia jakieś błędy, każdy z nas ma jakieś takie niepowodzenia, no ale tak jakby, jeżeli widzi to, to jest szansa na to, żeby się po prostu doskonalić i dążyć do perfekcji.
MK: Jasne. Zgadzam się. I dodam jeszcze na koniec, że jeżeli ktoś z was odczuwa niedosyt i na przykład chciałby podnosić swoje kompetencje czy umiejętności pod okiem Natalii, to tak jak na początku informowałam Was Natalia prowadzi u nas szkolenie mentoringowe właśnie ze stomatologii zachowawczej. Możesz nam coś więcej powiedzieć o tym projekcie?
NR: To jest innego rodzaju szkolenie. Myślę, że to jest taka dosyć nowość. Dlaczego? Dlatego, że ono nie trwa trzy dni, nie trwa weekend, tylko właśnie ten czas, o którym wspomniałaś. Trwa dużo dłużej. I to, że my mamy ciągły kontakt, że jak cokolwiek się wydarzy, właśnie coś nie idzie, to czasami niewielka podpowiedź jest w stanie sprawić, żeby cała machina ruszyła do przodu. Jest też coś takiego, że tutaj ja pokazuję, jak leczę na pacjencie. Jest to prawdziwa wizyta, więc można sobie zobaczyć, jak to wygląda. Plus przyjmuje się pacjenta osobiście samemu, razem, że tak powiem, w mojej, przy mojej pomocy. Więc w każdym momencie, jak coś tylko mamy jakieś wątpliwości, no to ja jestem w stanie na bieżąco reagować, pomagać, tłumaczyć. A jednak praca na modelu, a praca na pacjencie to jest całkowicie inna praca. I tak jakby jak niedoskonały byłby ten model, no to on nigdy nie będzie tym samym co, co prawdziwy pacjent. Więc myślę, że tutaj jest to ogromna wartość, że ćwiczymy to w takich prawdziwych warunkach, tak jak to by było po prostu w gabinecie, tylko nie zostaje ktoś sam z nim, tylko jestem ja, która mogę podpowiedzieć coś, pomóc, jak trzeba to, to zrobić. Jest tak jakby to naprawdę duża, duża wartość dodana plus ten czas, że to jest tak, że na początku jakieś rzeczy można sobie wdrożyć. Tak jak mówiłam, małe kroki, więc w pierwszym miesiącu to, w drugim to i tak po kolei, żeby ten progres był naprawdę widoczny.
MK: No bo to jest tak, że podczas całego trwania tego szkolenia macie właśnie wsparcie Natalii. Jesteście z nią po pierwsze w stałym kontakcie, czyli jeżeli jesteście w gabinecie, macie jakiś problem, nie wiecie- Czy poprawnie przeprowadziliście dane leczenie? Macie wiele wątpliwości z nim związanych? To właśnie to szkolenie jest odpowiedzią na takie sytuacje w dużym stopniu. To jest, myślę, że punkt pierwszy. Punkt dwa to jeszcze też doprecyzuję, żeby jasno wybrzmiało. Natalia też regularnie prowadzi takie webinary w ramach tego też szkolenia, więc jesteście z nią też w stałym takim kontakcie. Tak jak Natalia powiedziała, myślę, że myślimy, że największa wartość tego szkolenia myślę, że Natalio, zgodzisz się, to jest, to są te spotkania w gabinecie, gdzie najpierw kursanci obserwują, jak ty leczysz, a potem pod twoim okiem mogą też leczyć swoich pacjentów, prawda?
NR: Tak. I to dzieje się dwukrotnie. Więc to jest też fajne, dlatego że my w międzyczasie, tak jak ty wspomniałaś, uczymy się na webinarach. Stacjonarnie też mamy spotkania, na których takie najważniejsze rzeczy są przekazywane, ale jeżeli powiedzmy na, przy pierwszym przyjmowaniu pacjenta są jakieś problemy, to jest czas, żeby sobie to doprecyzować, doszkolić się. Może jakieś informacje nowe będą potrzebne wtedy ja właśnie podczas webinarów dokładam je i możemy jeszcze raz sprawdzić po czasie, czy na pewno już jest lepiej, czy te problemy, z którymi ktoś przyszedł na początku, tak jak zakładamy, poszły w niepamięć i, i widać ten rozwój po prostu uczestnika.
MK: I jeszcze jedną ważną rzecz bym dodała, o której warto wspomnieć. Jest to kurs przede wszystkim nastawiony na rozwiązywanie waszych indywidualnych problemów. Tutaj nie ma takiego sztywnego programu, tylko wy zgłaszacie się z problemami, które chcecie na, chcecie w danym momencie rozwiązać. I właśnie przy pomocy Natalii w kontekście tutaj stomatologii zachowawczej możecie po prostu te swoje takie wątpliwości rozwiązywać. Także jeżeli jesteście zainteresowani tego typu formą edukacji, nauki, to właśnie ruszyły zapisy na kolejną edycję tego mentoringu. Więc ja pod dzisiejszym odcinkiem podlinkuję wam stronę internetową, na której znajdziecie wszystkie szczegółowe informacje na temat tego kursu, bo my zaledwie zarysowałyśmy wam program tego wydarzenia, ale to jest bardzo, bardzo taki napakowany różnymi aktywnościami, tak to nazwę, program. Więc jeżeli, jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, to mocno zachęcam was do tego, żeby wejść na tą stronę internetową i dowiedzieć, dowiedzieć się więcej. Także zapraszamy.
NR: Zapraszamy serdecznie.
MK: Natalio, pięknie dziękuję Ci za dzisiejsze spotkanie. Pięknie dziękuję Ci za ogrom wiedzy, którym się dzisiaj z nami podzieliłaś.
NR: Ja również dziękuję bardzo za ponowne zaproszenie i mam nadzieję, że sporo informacji słuchacze będą mogli sobie wyciągnąć z tej naszej rozmowy. I do zobaczenia następnym razem.
MK: Oczywiście, bo ja już mam w planach kolejny podcast z Natalią. Natalia jeszcze o tym nie wie, ale mam nadzieję, że się zgodzi. Także także zdradzając kulisy mam nadzieję, że jeszcze z Natalią się spotkamy. I pięknie, pięknie dziękuję Natalio jeszcze raz za dzisiejsze spotkanie.
NR: Dziękuję bardzo. Do usłyszenia.
Szkolenia
Kurs mentoringowy z endodoncji
lek. dent.
Urszula Leończak
Kurs mentoringowy ze stomatologii zachowawczej
lek. dent.
Natalia Rogulska
To praktyczny, 5-miesięczny program, który łączy indywidualną ścieżkę rozwoju z opieką Mentorki 1:1, regularnymi webinarami i cyklem trzech dni zabiegowych: od pełnej obserwacji pracy ekspertki, po samodzielne leczenie własnych pacjentów pod jej nadzorem. To program, który wyniesie Twoje umiejętności na wyższy poziom i będzie prawdziwym krokiem naprzód w Twojej karierze.
Może Cię również zainteresować
Przez 10 lat naszej działalności zorganizowaliśmy ponad 850 kursów oraz przeszkoliliśmy ponad 11 100 osób. I te liczby cały czas rosną!
